W tym przydługim, ale bardzo interesującym tekście staram się udowodnić, że człowiek w swojej głupocie znowu brzydko się bawi.
Dużo podróżuję... Jestem przecież marynarzem.
Po
latach spędzanych na Morzu Północnym, zeszłe lato pływałem u północno –
zachodnich wybrzeży Grenlandii, a teraz, dopiero co, wróciłem z Kabindy
– enklawy Angoli, która jest oddzielona od macierzy Kongiem.
W rzeczy samej, muszę się interesować pogodą. Dodatkowo, w zamierzchłych czasach byłem też radiooficerem i do moich obowiązków należało odbieranie prognoz pogody na całym świecie. Często od takiej prognozy zależał kurs statku i wybrana trasa.
Czyli jakieś tam pojęcie o zjawiskach atmosferycznych mam...
A to powoduje, że żywo interesuję się pogodą, klimatem i wszystkim, co z tym jest związane.
Pytałem
się na Grenlandii mieszkańców, czy zmienia się im klimat, jest cieplej,
lodowce topnieją? Gdzie tam! Jest jak zwykle. Oni nic nie odczuwają.
Podobnie jest na przeważających obszarach Ziemi. Nie ma zmian
globalnych.
Jednakże
nie jesteśmy ślepi. U nas w Polsce klimat się zmienił i każdy to
potwierdzi. Czyżby klimat u nas się zmienił, czy tylko pogoda jest
nietypowa?
Warto więc podać definicję klimatu. Podam moją uproszczoną:
Klimat
to zespół zjawisk pogodowych, takich jak zachmurzenie, opady
atmosferyczne, temperatura i wiatry występujące na danym obszarze w
okresie wieloletnim, standardowo minimum 30 lat.[1]
Więc
raczej nie mamy prawa już mówić o zmianie klimatu, tylko, że na naszym
obszarze występują nietypowe stany pogodowe. Jak ta zima w kwietniu, czy
sierpniowe upały z temperaturami do 38 stopni.
Polska
leży w strefie klimatu umiarkowanego. Powinniśmy mieć wyraźnie
zaznaczone cztery pory roku i płynne przechodzenie od zimy do lata i
odwrotnie. To ostatnio jest zaburzone. Śnieg potrafi spaść na początku
października, lub sroga zima trwać w kwietniu. Latem są nawałnice i
nawet tornada, temperatura sięga do 40 stopni, podczas gdy zimą może
spaść do minus 30. Nasila sie to od paru lat.
Powszechna
opinia światowa, popierana przez rządy i oficjalne agencje
międzynarodowe, stwierdza, że jest to efekt globalnego ocieplenia
wywołanego działaniem antropogenicznym, czyli przemysłową aktywnością
człowieka. Większość niezależnych naukowców twierdzi, że jest to
wierutna bzdura, bo wpływ człowieka na globalne zasoby atmosferyczne nie
przekracza 2%. Moim osobistym zdaniem, rozpętana histeria wokół
globalnego ocieplenia miała wyłącznie na celu nałożenie podatku od
oddychania, bo tak należy traktować wyznaczone limity CO2. Warto
zauważyć, że USA, bardzo aktywny uczestnik tej histerii, nie podpisało
traktatu z Kioto i nie ma określonych limitów CO2. Jak zwykle Europa
popisała się kretyńską nadgorliwością, albo wręcz przeciwnie, sprytem,
przy wprowadzaniu nowego podatku.
Uparciuch
jednak będzie się wykłócał i całkiem słusznie – jeżeli to nie globalne
ocieplenie, to co powoduje takie dziwne stany pogodowe obecnie?
I tu dochodzimy do ciekawostek, owianych mgłą tajemnicy.
Już
w latach 1950 i 1960 państwa, początkowo tylko Stany Zjednoczone i
Rosja, a potem również Chiny i Indie zaczęły zajmować się działalnością
generalnie określaną modyfikacją pogody.[2]
Tak,
tak, liczne instytucje naukowe, w tym oczywiście wojskowe, zostały
wprzęgnięte w znajdywanie sposobów wpływania na zjawiska pogodowe.
Czyli takie manipulacje, by pogoda zmieniała się i poddawała woli człowieka.
To
zresztą tysiącletnie marzenia szamanów i kapłanów. Zaklinano deszcz i
zaklinano suszę. Modlono się o słońce i o dobrą pogodę. Jakie były
efekty tych działań, wiadomo.
Intensywne prace nad modyfikacją pogody w sposób naukowy rozpoczęli równolegle w latach pięćdziesiątych Amerykanie i Rosjanie.
Chociaż
prawdę powiedziawszy, sporo czasu przed nimi walkę z pogodą na małym
obszarze podjęli plantatorzy owoców. Chodziło głównie o zabezpieczenie
zbiorów, przeciwko gradobiciu. Wykoncypowano, że fala akustyczna rozbije
formujący się grad w nadciągającej burzy.
We
Francji już w minionych wiekach bito w dzwony przed zbliżającą się
burzą i w czasie jej trwania, by chronić winnice. Później wynaleziono
armaty gradowe. Dwojakiego typu początkowo. Jedne, które strzelały
nabojami hukowymi (petardami) w chmury, drugie, które powodowały wybuchy
(zazwyczaj gazu) na ziemi, a fala akustyczna, tubami, jak w starym
gramofonie była skierowana w zachmurzone niebo.
Pierwsze armaty gradowe
To właściwie już czasy historyczne, gdzie próbowano sobie jakoś z pogodą poradzić.
Tak naprawdę, naukowo i bojowo zaczęto w latach pięćdziesiątych minionego stulecia.
Na
początku zaczęto stosować jonizację suchego powietrza, aby spowodować
opad deszczu. Trzeba przyznać, ze jakoś to działa, ale nie zawsze i nie
wszędzie. Chyba dzisiaj już praktycznie nikt nie stosuje.
Natomiast dosyć powszechnie stosowane jest tzw. "zasiewanie chmur" (cluds seeding).
[3] Co to takiego? To celowe rozpylanie substancji chemicznych w
chmurach (od dołu z ziemi lub ponad chmurą, z samolotu), tak, aby
spowodować opad deszczu lub śniegu. Używa się tego także do likwidacji
gradu, oraz rozpraszania mgły.
Wiele
substancji chemicznych jest w użyciu. Chyba najpopularniejszy jest
jodek srebra, ale też suchy lód (stały CO2), lub też ciekły propan,
który produkuje kryształki lodu w chmurach w wyższych temperaturach niż
jodek srebra.
A ostatnio bardzo obiecująco wygląda zasiewanie substancjami higroskopijnymi, jak choćby zwykła sól kuchenna.
Bez
wnikania w dokładne detale, szereg procesów chemicznych i fizycznych po
zapyleniu chmury powoduje wytworzenie się dostatecznie dużych kropel
wody lub kryształków lodu, które opadną na ziemię, w postaci deszczu lub
śniegu.
Efektywność
tej metody jest znaczna, jak możemy się co roku przekonać podczas
defilad na Placu Czerwonym, albo, jak pamiętamy, podczas letniej
Olimpiady w Pekinie, gdzie Chińczycy przed ceremoniami otwarcia i
zamknięcia rozgonili chmury rakietami z chemiczną substancją.
Następną istotną modyfikacją pogody jest niszczenie huraganów (Project Stormfury).[4]
Tutaj też zastosowano jodek srebra, który rozpyla się z góry na ściany oka cyklonu/huraganu, celem osłabienia siły i energii.
Próbuje
się też stosować rozlewanie na oceanie, na drodze huraganu, cienkiej
warstewki przyjaznych dla otoczenia olejów, celem odizolowania od źródła
ciepła, czyli energii, jakim dla huraganu są wody oceanu.
Nad
tego typu projektami bardzo intensywnie pracuje się w Stanach
Zjednoczonych, gdzie huragany rokrocznie wyrządzają wielkie szkody.
Istnieją
też projekty dotyczące manipulacji huraganami i burzami. Tutaj głównie
chodzi o zmianę toru poruszania się formacji burzowych, tak, by ominąć
zamieszkałe tereny.
W
tym celu stosuje się: rozpylanie płatków sadzy, celem obniżenia
temperatury i wywołania sztucznego frontu pogodowego; pokrywanie
obszarów morza ciekłym azotem, aby pozbawić burze i sztormy energii;
używanie laserów celem inicjowania błyskawic, co jak wiadomo rozładowuje
energię burzy.
Wszystko to, moi drodzy robi się dzisiaj i to specjalnie się z tym nie kryjąc.
Muszę tu koniecznie podać, że jest konwencja ONZ z 1977 roku zakazująca używania modyfikacji pogody, jako broni.
Czyli jest coś na rzeczy. Pogodą bardzo mocno można manipulować, jeśli
wojskowi przebierają nóżkami. Jestem święcie przekonany, że w razie
czego, gdy konflikt, czy wojna będzie tego wymagać, wojskowi użyją
manipulację pogodą celem pokonania przeciwnika.
Rozmyślając
nad tym, co powyżej napisałem, stawiam moją mocną hipotezę (nie
dotarłem do materiałów, w których to już ktoś ogłosił):
To
nie globalne ocieplenie spowodowane działalnością człowieka, tylko
manipulacje przy modyfikacji pogody są powodem zaburzeń pogodowych i tym
podobnych fenomenów, na obszarach, gdzie dotychczas nie występowały.
Pogoda
nie podlega prostym prawom fizyki. To tak zwana dynamika nieliniowa.
[5] Często zresztą przywoływana jako najlepszy przykład takich zjawisk
fizycznych. Jak do filiżanki kawy powoli wlewasz mleko, to widzisz, jak
na powierzchni (i wgłębi też) tworzą się duże i małe wiry, jak się
przemieszczają i przenikają. To właśnie nasza pogoda w filiżance kawy.
Z
powodów takich, jak ruch wirowy Ziemi, wpływ Słońca i Księżyca,
istnienie prądów oceanicznych, czap lodu na biegunach i jeszcze paru
pomniejszych przyczyn, pogoda na Ziemi nigdy się nie ustabilizuje.
Zawsze będzie zmienna i niespecjalnie przewidywalna.
Pogodę
i inne zjawiska dynamiki nieliniowej opisuje matematyczna teoria
chaosu. [6] Tutaj ważna uwaga – chaos, naukowo nie oznacza totalnego
burdelu i bałaganu. To też pewien specyficzny ład, bardzo czuły na tak
zwane warunki początkowe i zakłócenia.
Wahadło z dodatkowym przegubem
kreślące krzwą chaotyczną ( za każdym razem inną)
Zjawiska fizyczne, w naszym przypadku pogoda, zbliżają się w sposób przypadkowy do pewnej specyficznej krzywej, zwanej atraktorem,jest
jakby nieosiągalną granicą, wokół zjawiska chaotyczne zachodzą. Mogę
śmiało powiedzieć, że takim atraktorem pogody jest klimat na danym
obszarze.
trójwymiarowy atraktor różnych dozwolonych stanów chaotycznych
Jak powiedziałem, pogoda, jako dynamiczne zjawisko chaotyczne jest bardzo czułe na minimalne zmiany w warunkach początkowych.
Często i popularnie mówi się, że ruch skrzydeł motyla w Amazonii może spowodować tornado w Japonii.
Dlatego
też twierdzę, że eksperymenty z modyfikacją pogody, gdzieś na Karaibach
blisko Florydy, czy w Chabarowsku, mogą u nas w Polsce powodować
lokalne tornada. A inne, gdzieś w Chinach na wyspie Hajnan, długotrwałą i
mroźną zimę w całej Centralnej Europie. To oczywiście bardzo trudne do
udowodnienia, ale zgodne z matematyczną teorią.
Póki
Ziemia krąży sobie ze stałą prędkością, Słońce się nie wygłupia,
najważniejsze prądy morskie – El Nino i Prąd Zatokowy są spokojne,
światowa pogoda nie ma powodów do wariactw. Oczywiście są jeszcze ruchy
tektoniczne i aktywność wulkaniczna. To potężne przyczyny wpływu na
pogodę. Ale one statystycznie nie są zbyt częste.
Jednakże,
jeśli człowiek zacznie się bawić w modyfikacje pogody, to już niczego
nie możemy być pewni. Mamy jak w sierpniu temperaturę 37 stopni; później w
nocy wprost parogodzinne oberwanie chmury, a następnie zachmurzenie z
temperaturą zaledwie 20 stopni. To są potężne zmiany na małym obszarze w
wyjątkowo krótkim czasie. Śmiem twierdzić, że normalny rytm pogodowy
został zakłócony.
Czy
dzieje się tak z przyczyn naturalnych, po prostu wieloletnich
okresowych zmian klimatu, czy spowodował to człowiek swoimi
manipulacjami przy modyfikacji pogody?
Ja
mówię, że znowu zaczęliśmy igrać z siłami, które na razie nas
przerastają. Jeszcze więcej takich lekkomyślnych eksperymentów, a
rozpieprzymy pogodę na Ziemi doszczętnie.
[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Klimat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz