15.01.2012 11:31
Wielki, prawie 300 metrowy wycieczkowiec leży na skałach, już jako wrak. Wyszedł w morze w piątek, 13-tego, co dla marynarzy jest prawie bluźnierstwem. Zastanówmy się co mogło się stać.
Parę lat spędziłem na statkach przewożących pasażerów. Konkretnie: na wycieczkowcu (cruise liner) i promie (ferry boat). To statki, które przewożą najcenniejszy towar – ludzi. Dlatego też wymaga się bardzo wysokich standardów. Cała załoga, a kapitan i oficerowie w szczególności muszą być najwyższej próby.
Powiem taką anegdotę. Amerykański wycieczkowiec, na którym pływałem, nie był tak monstrualnie wielki jak Costa Concordia. Brał tylko 900 pasażerów, lecz załoga liczyła aż 400 osób. Był bardziej ekskluzywny, nie masowy, jak te dzisiaj. Wszędzie mahoń, teakowe pokłady, brązy, etc. Statek pływał po Karaibach, w tygodniowych rejsach, które raz zaczynały się w Miami, a raz w San Juan na Puerto Rico. Pływał tam regularnie, za wyjątkiem okresu huraganów, który trwał od maja do końca września. Wówczas przez Kanał Panamski, albo dookoła Przylądka Horn, przenosił się na Alaskę. Wtedy jego portem macierzystym stawał się kanadyjski Vancouver.
Przez okres mojego pobytu kapitanem był angielski Grek, miniaturowy, 75 – letni staruszek. Bardzo miły człowiek i jak szybko odkryłem, bardzo profesjonalny mistrz nawigacji. Mimo to, wielu z nas często zastanawiało się, czemu kompania trzyma tego emeryta. Za zasługi może? Bo w jego gabinecie wisiało duże zdjęcie, na którym królowa angielska ściska mu dłoń. Jak sam opowiadał, za zasługi w konwojach do Murmańska. Lecz tak naprawdę o jego walorach dowiedzieliśmy się właśnie na Alasce.
Jednym z portów, turystycznych atrakcji Alaski, takim, który każdy pasażerski statek musi odwiedzić, jest Ketchikan. Miasteczko liczy sobie około 7 tysięcy mieszkańców, jest położone bardzo malowniczo przy fiordzie, no i najważniejsze – jest światową stolicą łososia. Wędkarze mogą tylko zazdrościć. Byłem tam w trakcie światowych mistrzostw wędkarskich. Wartki strumień, który przepływa przez miasto, niezbyt szeroki, ale za to głęboki i przejrzysty w słońcu dnia, wypełniony był flotyllą różnokolorowych łososi. Największe, jak pancerniki stały pozornie bez ruchu w szybkim prądzie rzeki. A wokół nich jak korwety i niszczyciele uwijały się mniejsze sztuki. Nie będę dręczył więcej wędkarzy, powiem tylko tyle, że gdy o 3 po południu odchodziłem od zawodów, to rekordowy łosoś ważył 42 kilo.
Ale wracajmy do tematu. Właśnie w Ketchikan nasz stary kapitan udowodnił swoją wielkość.
Wycieczkowce pływają głównie w nocy. Wczesnym rankiem, koło 6 muszą już cumować w porcie, gdzie zazwyczaj czekają już autobusy, żeby rozwieść pasażerów po lokalnych atrakcjach. W Ketchikan takie przybicie do nabrzeża i cumowanie to prawdziwa sztuka. Molo jest drewniane i kruche. Widać, że gdy mocniej w nie walnąć, to pół miasta pójdzie pod wodę. Dodatkowo, rano jest bardzo silny prąd, przekraczający 6 węzłów (mil morskich (1 nM = ok. 1,8 km) na godzinę). Trzeba wykonywać stanowcze manewry, połączone z obrotem statku i niesłychanie precyzyjne. I to wszystko bez holowników (Money, Money). Nasz kapitan robił to wspaniale. 20 minut i cumy na mocno na pachołkach. Pasażerowie mogą schodzić na ląd.
Traf chciał, że kapitan dostał miesięczny urlop. Czyli 4 cumowania w Ketchikan.
Pierwszy nowy kapitan nie potrafił zacumować w ogóle. Trzeba było wezwać sforę holowników, żeby pchały, ciągnęły, dopychały, by statek w końcu, prawie w południe stanął przy nabrzeżu. Pasażerowie zamiast wycieczek po atrakcjach, mogli sobie pochodzić, po niezbyt ciekawym mieście. Następny nowy kapitan był lepszy. A i tak podejście i cumowanie zajęło mu około 2 i pół godzin. Więc znowu precyzyjny plan wycieczkowy wziął w łeb.
To, co napisałem, świadczy o tym, jak talent i duże doświadczenie kapitana wpływa na losy statku.
Przejdźmy z kolei do Costa Concordii. Zanim media podały najświeższe fakty, przekonany byłem, ze na statku nastąpiła jakaś awaria. Na pierwszym miejscu była maszyna sterowa. Te paskudztwa, mimo tysięcy zabezpieczeń, potrafią się zaciąć w najbardziej nieodpowiednim momencie. Płyniesz prosto ze sporą szybkością, aby w ostatnim momencie wykonać manewr „lewo na burtę” (hard to port), a tu nic, ster nie reaguje. No i siedzimy na skałach. Drugim podejrzanym było zasilanie sieci elektrycznej. Z takiej, czy innej przyczyny następuje tzw. blackout, czyli zanik napięcia. Chcąc nie chcąc, silnik główny staje, maszyna sterowa również przez około 1 minutę jest nieczynna, no i bęc, jesteśmy na skałach, jak były one w pobliżu. No i ostatnia techniczna możliwość, to z jakichś powodów awaria i zatrzymanie silnika głównego. Statek płynie inercją i nie może użyć maszyn do wyhamowania (cała wstecz).
Dzisiaj już wiemy, że zawinił kapitan i już jest aresztowany. Najprawdopodobniej scenariusz mógł być właśnie taki. Pierwszego wieczoru, gdy zamustrowali nowi pasażerowie, na statku odbywa się wieczorny bal, szumnie nazwany Captain’s Gala. Do kapitańskiego stołu zaproszeni są co znamienitsi pasażerowie. Serwowane są wykwintne dania. Pije się wspaniałe trunki. Jeśli wśród gości jest piękna kobieta, to kapitan, jako Włoch, pręży się jak paw. Cóż najlepszego może on zaprezentować szacownemu gronu i przepięknej kobiecie? Oczywiście swój kunszt żeglarski. Zabiera ich na mostek, przejmuje komendę i ryzykownym manewrem, wprost zapierającym dech, zbliża się do cudownie oświetlonej wysepki. Ale w swojej pysze, zadufaniu i włoskiej bucie, źle skalkulował, pomylił się i zdradliwa skała rozorała poszycie lewej burty.
Potem już było jak zawsze, szybko wdzierająca się, wprost tonami woda zaburzyła stabilność statku, który zaczął się przechylać na burtę i gdy przekroczył, tzw. przechył krytyczny, wiadomo już było, że nie ma ratunku i się przewróci. Wśród pasażerów panika, też już nie do opanowania.
Można tyko powiedzieć – skończyło się szczęśliwie – to naprawdę mogła być wielka tragedia.
I jak widać, tak jak w polityce premier, tak na statku kapitan, muszą być najwyższej jakości.
Ps. Niniejszy wpis dedykuję sigmie, bo to morski duch, a i jej to obiecałem
KOMENTARZE
OSTATNIE POSTY
więcej-
KLUB DYLETANTÓW
Rozwalanie świata
Oxfam, międzynarodowa organizacja humanitarna, pochodząca z Wielkiej Brytanii, całkowicie niezależna od jakichkolwiek państw, czy koncernów, więc "czysta i przejrzysta" podała, iż 85 najbogatszych ludzi świata... czytaj więcej
-
KLUB DYLETANTÓW
Cisi poplecznicy Tuska
Będzie dzisiaj nawalanka? Już dyżurni agenci o tym zadecydują. Bo may się nawalać, gnoić, ubliżać, żeby przypadkiem czegoś nie budować. czytaj więcej
-
KLUB DYLETANTÓW
Donald chamski i prostacki
Czasami widzi się tylko sielski obrazek. Kompletnie fałszywy. Takiego pana Tuska właśnie zawsze widzimy. A jest zupełnie inaczej... czytaj więcej
Mój ojciec (po WSM w Gdyni) był 4-tym oficerem na M/S Batory. i chiefem na M/S Polanica
Pozdrawiam
No i chyba jednak nie "poccolo errore", a infamia... Ponoć kapitan uciekł ze statku.
Kapitan z Costa Concordia uciekł z tonącego statku. Zostawił ludzi
STATEK WYCIECZKOWIEC ZATONIĘCIE COSTA CONCORDIA WŁOCHY
youtube.com
Ofiar może być wiele więcej.
Francesco Schettino, kapitan statku Costa Concordia, który wpadł na skały u wybrzeża Toskanii, został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci oraz porzucenie statku w chwili, gdy było na nim jeszcze wielu ludzi - informuje TVN24
ZOBACZ ZDJĘCIA Z DRAMATYCZNEJ AKCJI RATUNKOWEJ>>
Tymczasem nadal co najmniej 40 osób jest zaginionych - wśród nich prawdopodobnie jeden Polak.
Nie można wykluczyć, że ludzie ci pozostali wewnątrz statku albo mogli zostać przez niego przygniecieni - dodaje gazeta.pl.
Trwa akcja ratunkowa, ale płetwonurkowie boją się tam wejść, bo statek w każdej chwili może znów się osunąć. W nocy udało się dotrzeć do pary turystów uwięzionych w jednej z kabin.
Prokuratura twierdzi, że to 52-letni kapitan podjął decyzję o ryzykownym wpłynięciu na przybrzeżne wody i jest winny zatonięcie luksusowego wycieczkowca. Mężczyznę aresztowano.
Śledczy nie wykluczają, że kapitan chciał pokazać pasażerom oświetloną wieczorem wyspę Giglio i pozdrowić syreną mieszkańców. Taki zwyczaj załóg śródziemnomorskich statków wycieczkowych potwierdza tamtejszy burmistrz.
Za karygodną prokuratura uważa także postawę kapitana, który zszedł z pokładu po północy, podczas gdy ostatni pasażerowie zostali ewakuowani około godziny 6 nad ranem - donosi TVN24.
AJ
Kapitan z zarzutami
Kapitan Concordii aresztowany. Zarzut: spowodowanie katastrofy
My już jestesmy naród morski.
Starczyło tego jednego pokolenia na morzu.
Na nic tak mocno Włosi nie reagują, jak nazwanie ich rogaczem.
Nie to nie ja.
No właśnie - uciekł. Niehonorowo. Polak by został do końca. Do ostatniego żywego karalucha. Za to nas cenią.
Emocje są zawsze do odpowiedzi - All fast!
I Klicha i Millera bym podszkolił :( .
Hiszpanie też to mają.
Kiedyś w Hiszpanii jechałem pod górę za kopcącym TIRem.
TIR dawał z siebie wszystko i prawie zrywało mu głowicę ale ciężko załadowany wlókł się "jak smród za wojskiem".
Przede mną jechał jeszcze SEAT 124 , którego kierowca nie wytrzymał nerwowo i gdy już górka się skończyła dodał gazu i wyprzedzając TIRa wysunął rękę przez okno i pokazał TIRowi "cornuto" (po hiszpańsku - "cabron").
Kierowcę TIRa jakby piorun strzelił. Tak przydusił gaz że niebo stało się czarne i pogonił za SEATem.
Nie wiem czy go dopadł ale jeszcze nigdy nie widziałem tak szybko jadącego TIRa. :-)
Prawda?
OZu, dawaj te morskie opowieści, a my tu kielichy wzniesiemy /"Hej, Ha! Kolejkę nalej... etc. :)/.
Starczyło tego jednego pokolenia na morzu."
Fakt! Ale JAKIE to było pokolenie!!!
No fakt, że to było pokolenie! Jak sobie przypomnę te ich spotkania u nas w domu:))
Mimo wysiłków Tuska i jego ferajny nie daje się zniszczyć morskiej tradycji.
Sporo fajnych chłopaków pływa po świecie, niestety pod obcymi banderami. Są bardzo wysoko cenieni. Bo Polak potrafi.
Oj było, było.
A ja bym sie chciał dowiedzieć, np. od pana Janusza Lewandowskiego, co stało się ze 174 statkami PLO. Jak wróciłem w 90 z Karaibów to zostały tylko resztki. Ciekawe...
A Batory... kapitanowie Chrostowski, Telesfor Bielicz, Wojtaszczyk - znałem wszystkich.
Jak mnie najdzie, to będzie mnóstwo :)))
.
Książki są albo dobre albo złe. I już.
A właśnie pokazało się wznowienie - "Pantaleon i wizytantki".
Kto nie czytał, niech szybko uzupełni lekturę. Będę odpytywał !
Mamy najlepszych marynarzy, kierowców, studentów, inżynierów, naukowców, sportowców..... . Jesteśmy cudowni tylko zdarzył się pech - mieszkamy w porąbanym kraju, a dookoła chamy, obszczymury, lemingi, piraty drogowe i złodzieje.
Wyjąć Polaka z tego nieszczęsnego kraju i on zaczyna fynkcjonować zupełnie inaczej. Jest solidny punktualny, kreatywny i godny zaufania.
I coraz bardziej, nawet na najniższych stanowiskach.
Ale stale jeżdżą za granicę pracować - milion, góra dwa miliony ludzi.
A te wszystkie urzędasy, co nam życie trują nie pojadą.
1. Ci co się dobrze zachowują za granicą, często czują się też ludźmi gorszej kategorii od Niemców, Anglików itd. Z tego poczucia niższości też wynika akceptacja gorszych warunków zatrudnienia i w ogóle traktowania.
2. Jest też grupa, która, źle się zachowuje, o czym niedawno pisała Ci IZA (wspominała swoją pracę u Hansa). W godzinach pracy właściwej zachowują się oczywiście względnie poprawnie. Jak to w pracy.
To ten wykład.
Nie ogarniam przecież wszystkiego.
Moje obserwacje to zachowania Polaków (obcych) na lotniskach i w miastach, oraz często dostaję grupy podwykonawców z Polski.
Na przestrzeni 10 lat zaszła kolosalna zmiana. Na korzyść oczywiście.
Jednakże ich powroty do domu, już w terminalach, są ciągle straszne.
Ale ja pisałem o pracy.
A jesteśmy bodajże 2 najciężej pracującym narodem w Europie.
Można ich też wyzwać od cazzone, ale ci z północy reagują również na "terrone" :)
Mnie to utkwiło, bo jak przepływaliśmy między Sycylią i kontynentem to trzeba się radiowo zgłosić do władz. I fajny niemiecki kapitan zapomniał, jak się ich woła. Więc ja mu wypaliłem - cornutto italiano. Rozgadana UKF-ka, rozgadana, jak to Włosi, natychmiast umilkła na dobre parę minut.
Na nic tak mocno Włosi nie reagują, jak nazwanie ich rogaczem."
e-tam... crnutto panoramico :-))))