Walnęła u nas komuna (no, powiedzmy); naród
najpierw sapnął i przysiadł, lecz szybko się podźwignął, sklepy się
zapełniły, powstały sieci hipermarketów, zaczęto podróżować.
A niektórzy się nawet wzbogacili. To nie ważne, że
długo kochali białe frotowe skarpetki dp swoich buraczkowych garniturów.
Jak się wsiada do wypasionego merola, to przecież nieistotne. Szybko
pojawiły się wyższe potrzeby. Nie, nie – nie te określane przez
socjologię i kulturę. Wyższe potrzeby to były głównie cygara i whisky.
Zaczynało się skromnie, cygaro – nie ważne jakie, byle solidne i z
kolorową banderolą. Wśród bursztynowego trunku królował niezmordowany
Johnny Walker, pieszczotliwie nazywany Jasiem Wędrowniczkiem.
Oczywiście, łiskacz i cygara używało się przy
okazji. Najlepiej przy okazji obecności dużego grona znajomych,
najlepiej nieco uboższych. Ach, to było to! Plastykowe krzesełka w
ogrodzie, grill z karkówką powoli dymi, opowiadamy sobie jakimi
szmaciarzami jest ta Legia, pykamy cygaro, obliczone co najmniej na pół
godziny i sączymy tą szkocką pluskwiankę. Oczywiście, w swoim wąskim
gronie preferujemy czyściochę i papierochy. Kto by się tam truł. Lecz,
czego się nie poświęca dla żony i przyszłości dziatek.
Gdy minął okres inicjacji i zauroczenia białymi
skarpetkami, zaczęło się nawet pojawiać ą i ę, nieważnie, że często
brzmiące nieco śmiesznie, jak w wypowiedziach pana Leszka Millera. I
nagle, jak grom z jasnego nieba, zdaliśmy sobie sprawę, że jest whisky i
whiskey. Ki diabeł? A ktoś nawet powiedział, że Jasiu Wędrowniczek to
obciach i wiocha. Rany Boskie! To ja też, w tamtych czasach ogrodowego
grilla, byłem obciach i wiocha. Merola wprawdziej już wymieniłem na
Pajero, ale każdy wie, że liczą się drobiazgi, no i te, jak tam…
niuanse.
I tak zaczęła się era Szpan whisky (oczywiście
równolegle z tym idą cygara kubańskie, jakieś tam Monte Cristo, Cohiba,
czy Romeo & Juliet).
Najdroższe whisky świata, to głównie Dalmore i
Macallan. oscylujące w granicach 30 tyś funtów. To nie są nasze Szpan
whisky – to raczej okazy kolekcjonerskie, sprzedawane na aukcjach, dla
jeszcze większych snobów niż nasi rodzimi Kulczykowie i Czarneccy.
Popatrzmy, czym jest obecnie prawdziwa Szpan whisky.
Musimy zostawić na boku takie światowe odmiany, jak
irlandzka whiskey, kanadyjskie, australijskie i japońskie produkty, jak
również amerykańskie burbony. Pozostaniemy przy jednym, czym jest
zainteresowany polski szpaner, czyli przy skaczu, koniecznie single Malt
i nierzadko single Barrel lub single Cask, choć to to samo. Co to
znaczy – wyjaśnię dalej.
Szkockie whisky w przeważającej mierze produkuje
się z jęczmienia, a konkretnie ze sfermentowanej i wysuszonej
jęczmiennej pulpy. Suszy się przy pomocy spalanego torfu, skąd się
bierze ten specyficzny aromat. Oczywiście bardzo upraszczam, żeby nie
zanudzać, a jak ktoś chce zostać gorzelnikiem, to niech sam poszuka
materiałów. Następnie dodaje się drożdży, wody i jak to wszędzie czeka
się, aż drożdże zabiorą się do roboty i wyprodukuja nam 7% wino. Kiedyś
Angole to pili, jako piwo. Następnie przeprowadza się prawidłową
destylację alkoholową. Gdy mamy już ponad 60% destylat, pakuje się ciecz
do starych dębowych beczek, by sobie poleżakowały, przynajmniej 3 lata.
Ale im dłużej, tym lepiej i oczywiście drożej. W tym czasie poziom
alkoholu spada, co Szkoci nazywają „działką dla aniołów” i końcowy
produkt ma zazwyczaj 40 – 46% alkoholu. Z tymi beczkami też jest zabawa –
używa się stare beczki, w których uprzednio leżakowały sherry i porto,
jak też niektóre wina. Od tego zależy kolor i częściowo aromat trunku.
No dobra – chcemy kupić dobrą Szpan whisky.
Patrzymy oczywiście na etykietę. I cóż tam widzimy? Oczywiście, najpierw
wzrok kierujemy na wiek – „32 years old”. Dla szpanera im starsza tym
lepsza. Rany – 24 lata, 32 lata, 60 lat! Tymczasem fachowcy dobrze
wiedzą, że po 18 latach już nic dobrego się z whisky nie dzieje. Warto
tylko zaznaczyć, że podany wiek dotyczy okresu leżakowania trunku w
beczkach. Potem w butelkach już nic się nie dzieje. Nie tak, jak z
winami. Patrzymy dalej na etykietę – „single Malt”. Oznacza to, że jest
to produkt robiony z tego samego półproduktu, lecz jest blendowany z
różnych beczek. I na koniec na etykietce możemy mieć – „single Barrel”
albo „single Cask”. Teraz już mamy pewność, że jesteśmy na topie i mamy
skacza nalanego do butelki z pojedynczej beczki.
Pora teraz dokonać wyboru. Cała Szkocja pod
względem produkcji whisky jest podzielona na regiony i są pewne smakowe
różnice, praktycznie tylko ważne dla koneserów, lecz przecież szpaner,
to coś więcej niż koneser. Czyż nie?
Popatrzcie sobie na mapkę. Mamy więc regiony: Lowland, Highland, Speyside, Island i Islay.
Lowland sobie pominiemy, bo są tam tylko trzy
destylarnie i ich towar rzadko gości w naszych sklepach. Highland już ma
tego więcej i popularne są Balblair, Dalmore, Glen Ord, Glenmorangie.
Oban. Mały obszar Speyside ma najwięcej marek. Sa tam tak sławne, jakAberlour,Balvenie,Cardhu,Glenfarclas,Glenfiddich,Speyburn,The Glenlivet,The Glenrothes andThe Macallan. Na Island mamy z koleiArran,Isle of Jura,Tobermory,Highland Park andScapa, andTalisker. No I Isle zArdbeg,Bowmore,Bruichladdich,Bunnahabhain,Caol Ila,Kilchoman,Lagavulin andLaphroaig. Te ostatnie mają wielu snobistycznych miłośników na całym swiecie,
Panowie! Jest z czego wybierać! Możemy zaszpanować
tak, że temu palantowi szczeka opadnie. Ale trzeba uważać. Jak z pewnym
ważnym prezesem. Po wstępnych grzecznościach, gdy proponujemy mu
bursztynowy płyn, za bagatela prawie 100$ butelka, łaskawie prosi o
jeden palec wysokości, oczywiście, bez lodu i wody – profanacja! Druga
szklanka już na dwa palce. A później już leci. Nie pozwala schować
butelki. Przy kolacji zrezygnował z wina, za to skacza postawił pod
ręką. Po pożegnaniu gości patrzymy ze smutkiem na pustą butelkę, którą
mieliśmy nadzieję hołubić przez przynajmniej pół roku.
Dręczy mnie pytanie – czy typowy Polak może
uczciwie lubić whisky? Odpowiem uczciwie – nie, chyba, że jest chory,
albo jest szpanerem. Tysiąc razy lepsza jest dobra Łącka Śliwowica,
która ja preferuję i oczywiście nielegalnie kupuję w naszych górach.
Hej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz